„Lasem i spalonymi od słońca polami przetaczał się grom dział. Nawała artyleryjska trwała już 55 minut. Sądząc po sile ognia pójdą dziś chyba na przełamanie, a jak się da, to i na Dniepr.
„Czas już i na mnie" — pomyślał kapitan i lekko podźwignął się z burty na swoje miejsce w wieży. Raz jeszcze obejrzał swoje maszyny. Kilka brakło. Trudno będzie bez nich, a przecież batalion pójdzie czołem, w pierwszej fali pancernego natarcia. A to oznacza nieuchronnie nowe straty.
Nastrój dzisiejszy daleki był od gorączki poprzednich miesięcy. Myśląc o bitwie, kapitan czuł jak zwykle lekkie mrowie w plecach, ale nie miało to nic wspólnego z lękiem. Przeciwnie, oznaczało to stan ogromnego napięcia sił psychicznych. Kapitan powstrzymywał z trudem chęć rzucenia rozkazu. Spojrzał na zegarek. Jeszcze siedem minut. Z wysokości wieży ogarnął czołgi stojące w szyku. Kompanie skrzydłowe miały dobrych dowódców — prawa dzielnego Kiriczenkę, a lewa ostrożnego i wytrwałego jak tur Pazuchina. Przebywali razem jeszcze od czasów Kałacza , poznali się w walce i mieli do siebie zaufanie, tak ważne w boju.
Nagle Sumów zafurkotał chorągiewkami jak szalony. Sygnał!
Motory zaryczały wściekle i po chwili, wyrzucając poza siebie kłaki czarnozielonej darni, maszyny ruszyły polem. Szły dość szybko, chybotając się w terenie jak łodzie. Kapitan zamknął za sobą pokrywę“(11)


Samochody z USA |życzenia bożonarodzeniowe |huna