„—Nie — odrzekła z uśmiechem, nie podnosząc głowy. Ale chociaż uśmiech był wciąż połowiczny, dołek już na policzku się nie ukazał. Przysunęła do siebie bloczek i męskim zamaszystym pismem wypisała z książki telefonicznej trzy numery i trzy nazwiska. Podniosła słuchawkę. Obracająca się tarcza słabiutko zaturkotała.
— Czy zastałam pana profesora — pytała. — Nie ma... Proszę pani, tu przy aparacie dyżurna pielęgniarka Szpitala Czerwonego Krzyża. Mamy nagły wypadek. Pan doktor poszukuje pana profesora... Gdzie... Może w „Oazie" na kolacji Dziękuję... — Zawiesiła słuchawkę i spojrzała na bloczek. Po czym połączyła się z innym numerem; — Czy mieszkanie pana doktora Kołotyckiego Tak Tu mówi dyżurna siostra... bardzo pilne. Czy pan doktor w Warszawie... Wyjechał to przepraszam, dziękuję.
Nagła operacja, czy co zgadywał Leon.
— Czy zastałam pana doktora — telefonowała już po raz trzeci pielęgniarka. Głos jej stawał się coraz równiejszy i powolniejszy, widocznie w miarę jak się zaczynała denerwować. — A gdzie jest Nie wie pani... Tu Szpital Czerwonego Krzyża. Proszę uprzejmie poprosić, żeby pan doktor nie omieszkał zadzwonić, gdy tylko wróci... — Zawiesiła słuchawkę. — Niechże to piorun! — wyrwało się jej. Strony książki telefonicznej jęły migać w powietrzu nad blatem stołu. — Pe... Er... Es... — mówiła do siebie.“(3)
<<<< Kolejne noce kolejne
| Van Gogh pisał w swych >>>>
pozycjonowanie |przynęty |Hostele wielkopolska